Darmowe ebooki » Epopeja » Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie - Adam Mickiewicz (barwna biblioteka TXT) 📖

Czytasz książkę online - «Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie - Adam Mickiewicz (barwna biblioteka TXT) 📖».   Wszystkie książki tego autora 👉 Adam Mickiewicz



1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 42
Idź do strony:
hiszpańska. 
Sędzia poznał: «Jak się masz, mój jaśnie wielmożny 
Hrabio, i w ładownicy masz twój sprzęt podróżny 
Do malarstwa!» W istocie, był to Hrabia młody; 
Niedawny żołnierz: lecz że wielkie miał dochody 
I swoim kosztem cały pułk jazdy wystawił, 
I w pierwszej zaraz bitwie wybornie się sprawił, 
Cesarz go pułkownikiem dziś właśnie mianował; 
Więc Sędzia witał Hrabię i rangi winszował, 
Ale Hrabia nie słuchał, a pilnie rysował. 
 
Tymczasem weszła druga para narzeczona: 
Asesor, niegdyś cara, dziś Napoleona 
Wierny sługa; żandarmów oddział miał w komendzie, 
A choć ledwie dwadzieścia godzin był w urzędzie, 
Już włożył mundur siny z polskimi wyłogi 
I ciągnął krzywą szablę i dzwonił w ostrogi. 
Obok poważnym krokiem szła jego kochanka 
Ubrana bardzo strojnie, Tekla Hreczeszanka; 
Bo Asesor już dawno Telimenę rzucił, 
I aby tę kokietkę tym mocniej zasmucił, 
Ku Wojszczance afekty serdeczne obrócił. 
Panna nie nadto młoda, już pono półwieczna, 
Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna 
I posażna: bo oprócz swej dziedzicznej wioski 
Sumką z daru Sędziego powiększała wnioski. 
 
Trzeciej pary daremnie czekają czas długi. 
Sędzia niecierpliwi się i wysyła sługi; 
Wracają: powiadają, że trzeci małżonek, 
Pan Rejent, szczując kota, zgubił swój pierścionek 
Ślubny, szuka na łące; a Rejenta dama 
Jeszcze u gotowalni, choć spieszy się sama 
I choć jej pomagają służebne kobiety, 
Nie mogła w żaden sposób skończyć toalety: 
Ledwie będzie gotowa na godzinę czwartą. 
 
Przekaż 1% podatku na Wolne Lektury.
KRS: 0000070056
Nazwa organizacji: Fundacja Nowoczesna Polska
Każda wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój Wolnych Lektur.
Księga dwunasta
Kochajmy się

Ostatnia uczta staropolska — Arcy-serwis — Objaśnienie jego figur — Jego ruchy — Dąbrowski udarowany — Jeszcze o Scyzoryku — Kniaziewicz udarowany — Pierwszy akt urzędowy Tadeusza przy objęciu dziedzictwa — Uwagi Gerwazego — Koncert nad koncertami — Polonez — Kochajmy się.

Na koniec z trzaskiem sali drzwi na wściąż otwarto. 
Wchodzi pan Wojski w czapce i z głową zadartą, 
Nie wita się i miejsca za stołem nie bierze: 
Bo Wojski występuje w nowym charakterze 
Marszałka dworu. Laskę ma na znak urzędu 
I tą laską z kolei jako mistrz obrzędu, 
Wskazuje wszystkim miejsca i gości usadza. 
Naprzód, jako najpierwsza województwa władza, 
Podkomorzy-Marszałek wziął miejsce zaszczytne: 
Ze słoniowym poręczem krzesło aksamitne; 
Obok na prawej stronie jenerał Dąbrowski, 
Na lewej siadł Kniaziewicz, Pac i Małachowski; 
Śród nich Podkomorzyna, dalej inne panie, 
Oficerowie, pany, szlachta i ziemianie, 
Mężczyźni i kobiety, na przemian po parze, 
Usiadają porządkiem, gdzie Wojski ukaże. 
 
Pan Sędzia, skłoniwszy się, opuścił biesiadę. 
On na dziedzińcu włościan traktował gromadę; 
Zebrawszy ich za stołem na dwa staje547 długim, 
Sam siadł na jednym końcu, a pleban na drugim. 
Tadeusz i Zofia do stołu nie siedli; 
Zajęci częstowaniem włościan, chodząc jedli. 
Starożytny był zwyczaj, iż dziedzice nowi 
Na pierwszej uczcie sami służyli ludowi. 
 
Tymczasem goście, potraw czekający w sali, 
Z zadziwieniem na wielki serwis poglądali, 
Którego równie drogi kruszec jak robota. 
Jest podanie, że książę Radziwiłł-Sierota548 
Kazał ten sprzęt na urząd w Wenecyi zrobić 
I wedle własnych planów po polsku ozdobić. 
Serwis potem zabrany czasu wojny szwedzkiéj 
Przeszedł, nie wiedzieć jaką drogą, w dom szlachecki; 
Dziś ze skarbca dobyty zajął środek stoła 
Ogromnym kręgiem, na kształt karetnego koła. 
 
Serwis ten był nalany ode dna po brzegi 
Piankami i cukrami białymi jak śniegi: 
Udawał przewybornie krajobraz zimowy. 
W środku czerniał ogromny bór konfiturowy, 
Stronami domy, niby wioski i zaścianki, 
Okryte zamiast śronu cukrowymi pianki; 
Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby 
Niewielkie z porcelany wydęte osoby 
W polskich strojach: jakoby aktory na scenie, 
Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie; 
Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe, 
Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe. 
 
Cóż przedstawiają? goście pytali ciekawi. 
Za czym Wojski podnosi laskę i tak prawi: 
(Tymczasem podawano wódkę przed jedzeniem) 
«Za mych wielce mościwych panów pozwoleniem: 
Te persony, których tu widzicie bez liku, 
Przedstawiają polskiego historię sejmiku, 
Narady, wotowanie549, tryumfy i waśnie; 
Sam tę scenę odgadłem i państwu objaśnię. 
 
Oto na prawo widać liczne szlachty grono: 
Pewnie ich przed sejmikiem na ucztę sproszono. 
Czeka nakryty stolik; nikt gości nie sadza, 
Stoją kupkami, każda kupka się naradza. 
Patrzcie, iż w każdej kupce stoi w środku człowiek, 
Z którego ust otwartych, z podniesionych powiek, 
Rąk niespokojnych, widać: mówca — coś tłumaczy, 
I palcem eksplikuje, i na dłoni znaczy. 
Ci mówcy zalecają swoich kandydatów;  
Z różnym skutkiem, jak widać z miny szlachty bratów. 
 
«Wprawdzie tam, w drugiej kupie, szlachta pilnie słucha. 
Ten ręce za pas zatknął i przyłożył ucha, 
Ów dłoń przy uchu trzyma i milczkiem wąs kręci, 
Zapewne słowa zbiera i niże550 w pamięci; 
Cieszy się mówca widząc, że są nawróceni, 
Gładzi kieszeń, bo kreski ich już ma w kieszeni. 
 
Lecz za to w trzecim gronie dzieje się inaczej: 
Tu mówca musi łowić za pasy słuchaczy. 
Patrzcie, wyrywają się i cofają uszy; 
Patrzcie, jako ten słuchacz od gniewu się puszy, 
Wzniósł ręce, grozi mówcy, usta mu zatyka, 
Pewnie słyszał pochwały swego przeciwnika; 
Ten drugi, pochyliwszy czoło na kształt byka, 
Powiedziałbyś, że mówcę pochwyci na rogi; 
Ci biorą się do szabel, tamci poszli w nogi. 
 
Jeden między kupkami szlachcic cichy stoi. 
Widać, że człek bezstronny; waha się i boi; 
Za kim dać kreskę? nie wie, i sam z sobą w walce, 
Pyta losu, wzniósł ręce, wytknął wielkie palce, 
Zmrużył oczy, paznokciem do paznokcia mierzy: 
Widać, że kreskę swoją kabale powierzy; 
Jeśli palce trafią się, da afirmatywę, 
A jeżeli się chybią, rzuci negatywę. 
 
Na lewej druga scena; refektarz klasztoru 
Obrócony na salę szlacheckiego zboru. 
Starsi rzędem na ławach siedzą, młodzi stają 
I ciekawi przez głowy w środek zaglądają; 
W środku marszałek stoi, wazon w ręku trzyma, 
Liczy gałki, szlachta je pożera oczyma, 
Właśnie wstrząsnął ostatnią; woźni ręce wznoszą 
I imię obranego urzędnika głoszą. 
 
Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa. 
Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza; 
Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało, 
Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą; 
Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: »Veto!« 
Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą, 
Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię; 
Dostali szable551, pewnie krwawy bój wybuchnie. 
 
Lecz tam na korytarzu, Państwo uważacie 
Tego starego księdza, co idzie w ornacie: 
To przeor; Sanktissimum z ołtarza wynosi, 
A chłopiec w komży dzwoni i na ustęp prosi. 
Szlachta wnet szable chowa, żegna się i klęka, 
A ksiądz tam się obraca, gdzie jeszcze broń szczęka. 
Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi. 
 
«Ach! wy nie pamiętacie tego Państwo młodzi! 
Jak wśród naszej burzliwej szlachty samowładnej, 
Zbrojnej, nie trzeba było policyi żadnej: 
Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa, 
Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława! 
W innych krajach, jak słyszę, trzyma urząd drabów, 
Policyjantów różnych, żandarmów, konstabów: 
Ale jeśli miecz tylko bezpieczeństwa strzeże, 
Żeby w tych krajach była wolność — nie uwierzę». 
 
Wtem dzwoniąc w tabakierę, rzekł pan Podkomorzy: 
«Panie Wojski, niech wasze na potem odłoży 
Te historie. Prawda, że sejmik ciekawy: 
Ale my głodni, każ wać przynosić potrawy». 
 
Na to Wojski, skłaniając aż do ziemi laskę: 
«Jaśnie wielmożny panie, zróbże mi tę łaskę, 
Zaraz dokończę scenę ostatnią sejmików. 
Oto nowy marszałek na ręku stronników 
Wyniesion z refektarza. Patrz, jak szlachta braty 
Rzucają czapki, usta otwarli, — wiwaty! 
A tam, po drugiej stronie pan przekreskowany 
Sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany. 
Żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje, 
Biedna! oto na ręku pokojowej mdleje; 
Biedna! jaśnie wielmożnej tytuł przybrać miała, 
A znów tylko wielmożną na lat trzy została!» 
 
Tu Wojski skończył opis i laską znak daje. 
I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje 
Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany, 
I rosół staropolski sztucznie gotowany, 
Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety 
Wrzucił kilka perełek i sztukę monety 
(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie); 
Dalej inne potrawy, a któż je wypowie! 
Kto zrozumie nieznane już za naszych czasów, 
Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów, 
Z ingrediencyjami pomuchl, figatelów, 
Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów; 
Owe ryby: łososie suche, dunajeckie, 
Wyżyny i kawijary weneckie, tureckie, 
Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne, 
Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne; 
W końcu sekret kucharski: ryba niekrojona 
U głowy przysmażona, we środku pieczona, 
A mająca potrawkę z sosem u ogona. 
 
Goście ani pytali nazwiska potrawy, 
Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy; 
Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem, 
Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym. 
 
Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił552, 
I odarty ze śniegu już się zazielenił. 
Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana, 
Roztopiła się lodu cukrowego piana 
I dno odkryła, dotąd zatajone oku; 
Więc krajobraz przedstawił nową porę roku, 
Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną. 
Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną, 
Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty, 
Żyto ubrane w srebra malarskiego listy 
I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady, 
I kwitnące gruszkami i jabłkami sady. 
 
Ledwie mają czas goście darów lata użyć; 
Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć: 
Już serwis, jak planeta koniecznym obrotem, 
Zmienia porę, już zboża malowane złotem, 
Nabrawszy ciepła w izbie powoli topnieją, 
Już trawy pożółkniały, liścia czerwienieją, 
Sypią się: rzekłbyś, iż wiatr jesienny powiewa; 
Na koniec owe chwilą przedtem strojne drzewa, 
Teraz, jakby odarte od wichrów i szronu, 
Stoją nagie: były to laski cynamonu, 
Lub udające sosnę gałązki wawrzynu, 
Odziane zamiast kolców ziarenkami kminu. 
 
Goście pijący wino zaczęli gałązki 
Pnie i korzenie zrywać i gryźć dla zakąski. 
Wojski obchodził serwis i pełen radości, 
Tryumfujące oczy obracał na gości. 
 
Henryk Dąbrowski udał wielkie zadziwienie 
I rzekł: «Mój panie Wojski, czy to chińskie cienie? 
Czy to Pinety panu dał w służbę swe bisy553? 
Czy dotąd u was w Litwie są takie serwisy 
I wszyscy takim starym ucztują zwyczajem? 
Powiedz mi, bo ja życie strawiłem za krajem». 
 
Wojski rzekł kłaniając się: «Nie, jaśnie wielmożny 
Jenerale, nie jest to żaden kunszt bezbożny! 
Jest to pamiątka tylko owych biesiad sławnych, 
Które dawano w domach panów starodawnych, 
Gdy Polska używała szczęścia i potęgi! 
Com zrobił, tom wyczytał z tej tu oto księgi. 
Pytasz, czy wszędzie w Litwie ten się zwyczaj chowa? 
Niestety! już i do nas włazi moda nowa. 
Niejeden panicz krzyczy, że nie cierpi zbytków: 
Je jak Żyd, skąpi gościom potraw i napitków, 
Węgrzyna pożałuje, a pije szatańskie 
Fałszywe wino modne, moskiewskie, szampańskie; 
Potem w wieczór na karty tyle złota straci, 
Że za nie dałbyś ucztę na stu szlachty braci. 
Nawet (bo co na sercu mam, dziś powiem szczerze, 
Niech tego Podkomorzy za złe mi nie bierze) 
Kiedym ten serwis cudny ze skarbca dobywał, 
To nawet Podkomorzy, i on mnie przedrwiwał! 
Mówiąc, że to machina żmudna, staroświecka, 
Że to ma pozór niby zabawki dla dziecka, 
Nieprzyzwoitej dla tak znakomitych ludzi! 
Sędzio! i Sędzia mówił że to gości znudzi! 
A przecież, ile wnoszę z panów zadziwienia, 
Widzę, iż ten kunszt piękny godzien był widzenia! 
Nie wiem, czy się podobna okazja zdarzy 
Częstować w Soplicowie takich dygnitarzy. 
Widzę, że pan jenerał na biesiadach zna się, 
Niechaj przyjmie tę książkę! Ona panu zda się, 
Gdy będziesz dla monarchów zagranicznych grona 
Dawał ucztę, ba, nawet dla Napoleona. 
Ale pozwól, nim księgę tę panu poświęcę,  
Niech powiem, jakim trafem wpadła w moje ręce». 
 
Wtem szmer powstał za drzwiami; razem głosów wiele 
Zawołało: «Niech żyje Kurek na kościele!» 
Ciżba tłoczy się w salę, a Maciej na czele. 
Sędzia gościa za rękę do stołu prowadził 
I wysoko pomiędzy wodzami posadził, 
Mówiąc: «Panie Macieju, niedobry sąsiedzie, 
Przyjeżdżasz bardzo późno, prawie po obiedzie». 
«Jem wcześnie — rzekł Dobrzyński — ja tu nie dla jadła 
Przybyłem, tylko że mnie ciekawość napadła, 
Obejrzeć z bliska naszą armią narodową. 
Wieleby gadać — jest to ani to, ni owo! 
Szlachta mnie obaczyła i gwałtem tu wiedzie, 
A Waszeć za stół sadzasz — dziękuję, sąsiedzie». 
To wyrzekłszy, przewrócił talerz dnem do góry, 
Na znak że jeść nie będzie, i milczał ponury. 
 
«Panie Dobrzyński — rzekł mu jenerał Dąbrowski, 
Tyż to jesteś ów sławny rębacz Kościuszkowski, 
Ów Maciej, zwany Rózga! znam ciebie ze sławy. 
I proszę, takiś dotąd czerstwy, taki żwawy! 
Ileż to lat minęło! Patrz, jam się podstarzał; 
Patrz, i Kniaziewiczowi już się włos poszarzał: 
A ty jeszcze z młodymi mógłbyś pójść w zapasy, 
I Rózga twoja kwitnie pono jak przed czasy; 
Słyszałem, żeś niedawno Moskalów oćwiczył. 
Lecz gdzie są bracia twoi? Niezmiernie bym życzył 
Widzieć te Scyzoryki i te wasze Brzytwy, 
Ostatnie egzemplarze
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 42
Idź do strony:

Darmowe książki «Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie - Adam Mickiewicz (barwna biblioteka TXT) 📖» - biblioteka internetowa online dla Ciebie

Podobne książki:

Uwagi (0)

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz