Darmowe ebooki ┬╗ Powie┼Ť─ç ┬╗ Skarby - Zofia ┼╗urakowska (barwna biblioteka .TXT) ­čôľ

Czytasz ksi─ů┼╝k─Ö online - ┬źSkarby - Zofia ┼╗urakowska (barwna biblioteka .TXT) ­čôľ┬╗.   Wszystkie ksi─ů┼╝ki tego autora ­čĹë Zofia ┼╗urakowska



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 17
Id┼║ do strony:
Zofia ┼╗urakowska Skarby

 

Ta lektura, podobnie jak tysi─ůce innych, jest dost─Öpna on-line na stronie wolnelektury.pl.

Utw├│r opracowany zosta┼é w ramach projektu Wolne Lektury przez fundacj─Ö Nowoczesna Polska.

ISBN 978-83-288-4064-5

Skarby Strona tytu┼éowa Spis tre┼Ťci Pocz─ůtek utworu Rozdzia┼é I. Po kt├│rym nie nale┼╝y s─ůdzi─ç o pozosta┼éych Rozdzia┼é II. Tom i bilet Rozdzia┼é III. Nasze domy Rozdzia┼é IV. Nik i dusza Rozdzia┼é V. Monsieur Martin Rozdzia┼é VI. Na jeziorze Rozdzia┼é VII. Julcia Rozdzia┼é VIII. O ┼╝a┼éosnym ko┼äcu Julci, o konfiturach i jak z panny Dziudzi zrobi┼éa si─Ö fontanna Rozdzia┼é IX. Wiadomo┼Ť─ç Rozdzia┼é X. Wyprawa do starego zamku Rozdzia┼é XI. Noc w ruinach Rozdzia┼é XII. W kt├│rym historia w┼éa┼Ťciwie dopiero zaczyna by─ç ciekawa Rozdzia┼é XIII. O tym, jak jedni grzesz─ů, a drudzy maj─ů wyrzuty sumienia Rozdzia┼é XIV. Pierwszy przekop Rozdzia┼é XV. Drugi przekop Rozdzia┼é XVI. Tajemnica Rozdzia┼é XVII. Burza Rozdzia┼é XVIII. Skrzynka Rozdzia┼é XIX. Wiersze jesienne Rozdzia┼é XX. Istotny skarb Przypisy Wesprzyj Wolne Lektury Strona redakcyjna
Skarby
Tam skarb m├│j, 
gdzie serce moje 
Dla Ani  
 
ÔÇö Mi┼éa oku, a licznym roz┼╝ywiona p┼éodem 
Witaj, kraino mlekiem p┼éyn─ůca i miodem ÔÇö 
 
Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymuj─ů dost─Öp do prapremier wcze┼Ťniej ni┼╝ inni. Zadeklaruj sta┼é─ů wp┼éat─Ö i do┼é─ůcz do Towarzystwa Przyjaci├│┼é Wolnych Lektur: wolnelektury.pl/towarzystwo/
Rozdzia┼é I. Po kt├│rym nie nale┼╝y s─ůdzi─ç o pozosta┼éych

ÔÇö Przecie┼╝ ju┼╝ jest wiosna! ÔÇö rzek┼é Olek, wygl─ůdaj─ůc przez otwarte okno sali jadalnej na rosn─ůce w podw├│rzu kasztany. ÔÇö Jest ju┼╝ wiosna, p─ůczki lada chwila pop─Ökaj─ů, wi┼Ťnie w Ni┼╝polu ju┼╝ na pewno kwitn─ů, a pola s─ů zielone i mi─Ökkie jak at┼éas. A my siedzimy w Warszawie! A to wszystko dlatego, ┼╝e ja chodz─Ö do szko┼éy. Bodajby piorun trzasn─ů┼é t─Ö szko┼é─Ö!

Marta, kt├│ra w┼éa┼Ťnie nalewa┼éa dla kota mleko na spodek swej fili┼╝anki, cho─ç mia┼éa to surowo wzbronione, postawi┼éa ├│w spodek pod sto┼éem i rzek┼éa ze smutkiem:

ÔÇö Na pewno jest teraz mn├│stwo ma┼éych kurcz─ůt i ┼╝├│┼étych kaczuszek, jak przyjedziemy, ju┼╝ b─Öd─ů du┼╝e!

ÔÇö Wola┼ébym nie mie─ç jeszcze trzynastu lat! Uczy┼ébym si─Ö w domu i siedzieliby┼Ťmy jak dawniej ca┼éy rok w Ni┼╝polu ÔÇö doda┼é Olek z g┼é─Öbok─ů gorycz─ů. ÔÇö G┼éupi by┼éem, ciesz─ůc si─Ö z tej szko┼éy, wielka pociecha by─ç doros┼éym i siedzie─ç ca┼é─ů wiosn─Ö w mie┼Ťcie. A teraz w dodatku sp├│┼║ni─Ö si─Ö na ┼éacin─Ö ÔÇö doda┼é, rzucaj─ůc okiem na zegar. ÔÇö Zreszt─ů nic mnie to nie obchodzi, chcia┼ébym, a┼╝eby mnie wyrzucili! Przynajmniej wr├│ciliby┼Ťmy zaraz do Ni┼╝pola.

ÔÇö Och, Olku! ÔÇö j─Ökn─Ö┼éa zgorszona Marta, ale w tej w┼éa┼Ťnie chwili wesz┼éa matka i z u┼Ťmiechem pe┼énym radosnego zawstydzenia rzek┼éa:

ÔÇö Dzieci, zdecydowali┼Ťmy z ojcem, ┼╝e pojutrze jedziemy do Ni┼╝pola. Olek sko┼äczy kurs w domu. Jest wiosna... ÔÇö m├│wi─ůc to, matka wygl─ůda┼éa troch─Ö jak przy┼éapany na gor─ůcym uczynku figlarz, zarumieniony, ale i pe┼éen uciechy.

Olek oszo┼éomiony nag┼é─ů wiadomo┼Ťci─ů w pierwszej chwili nie zrozumia┼é, a Marta uchwyci┼éa matk─Ö za r─Ök─Ö i spyta┼éa dr┼╝─ůcym z rado┼Ťci g┼éosem:

ÔÇö Jak to, mamo, doprawdy pojutrze wracamy do Ni┼╝pola?

ÔÇö Tak ÔÇö odpowiedzia┼éa matka ÔÇö w┼éa┼Ťnie pojutrze. Przez dzi┼Ť i przez jutro trzeba zwin─ů─ç mieszkanie i spakowa─ç rzeczy, je┼Ťli wi─Öc chcecie, a┼╝eby┼Ťmy zd─ů┼╝yli, musicie do┼éo┼╝y─ç wszelkich stara┼ä, a g┼é├│wnie nie przeszkadza─ç starszym.

Teraz dopiero Olek zrozumia┼é, ┼╝e to nie sen i z rado┼Ťci cisn─ů┼é teczk─Ö z ksi─ů┼╝kami pod sam sufit.

Trzeba by┼éo czym pr─Ödzej oznajmi─ç nowin─Ö m┼éodszemu rodze┼ästwu; pu┼Ťci┼é si─Ö wi─Öc do dziecinnego pokoju, przedeptuj─ůc po drodze ogon kota, kt├│ry nazywa┼é si─Ö Mokronowski i lubi┼é spok├│j.

Ale Marta chcia┼éa by─ç pierwsz─ů zwiastunk─ů radosnej wie┼Ťci, wi─Öc zamiast biec przez przedpok├│j, przelecia┼éa przez sypialni─Ö rodzic├│w i wpad┼éa do pokoju dziecinnego o jedn─ů sekund─Ö wcze┼Ťniej ni┼╝ Olek. Zasapana nie zd─ů┼╝y┼éa jeszcze powiedzie─ç pierwszego s┼éowa, gdy we drzwiach ukaza┼é si─Ö Olek. Zobaczywszy Mart─Ö pierwsz─ů, obrazi┼é si─Ö:

ÔÇö Dobrze! M├│w sobie sama! ÔÇö wykrzykn─ů┼é i odwr├│ci┼é si─Ö plecami do pokoju z zamiarem wyj┼Ťcia..

Teraz Marta się obraziła:

ÔÇö Ale┼╝ nie! Prosz─Ö ci─Ö, m├│w! ÔÇö Ania zacz─Ö┼éa si─Ö strasznie ┼Ťmia─ç, a Tom, kt├│ry pisa┼é w┼éa┼Ťnie w pocie czo┼éa ÔÇ×Mama kupi┼éa makuÔÇŁ, po┼éo┼╝y┼é pi├│ro i zapyta┼é:

ÔÇö Co si─Ö sta┼éo?

Wtedy Olek i Marta zdecydowali si─Ö i powiedzieli jednocze┼Ťnie:

ÔÇö Pojutrze jedziemy do Ni┼╝pola!

Na te s┼éowa powsta┼é ha┼éas nieopisany. Nik, Tom i Ania, pochwyciwszy si─Ö za r─Öce, zacz─Öli ta┼äczy─ç w ┼Ťrodku pokoju, wy┼Ťpiewuj─ůc na ca┼ée gard┼éo pie┼Ť┼ä ma┼ép z Ksi─Ögi D┼╝ungli, a Olek zatopi┼é r─Öce w kieszeniach i patrz─ůc z pogard─ů na niesforne rodze┼ästwo, rzek┼é:

ÔÇö Oto s─ů prawdziwe ma┼épy. ÔÇö Nim si─Ö jednak opami─Öta┼é, zosta┼é schwycony za r─Öce i musia┼é ta┼äczy─ç pospo┼éu z rodze┼ästwem, ┼Ťpiewaj─ůc zwyci─Ösko:

trop stracony 
mniejsza o to! 
my z ochot─ů 
ci─ůgniem siebie 
za ogony! 
 

Ca┼ée szcz─Ö┼Ťcie, ┼╝e w┼éa┼Ťnie niania i panna Maria by┼éy w kuchni, inaczej nie wiem, jak by si─Ö to wszystko sko┼äczy┼éo.

Tymczasem Marta, widz─ůc, ┼╝e te objawy dzikiej rado┼Ťci coraz gwa┼étowniejsze zaczynaj─ů przybiera─ç formy, zawo┼éa┼éa bardzo g┼éo┼Ťno:

ÔÇö Je┼╝eli nie uciszycie si─Ö natychmiast, nic wam ju┼╝ wi─Öcej nie powiem ÔÇö uciszy┼éo si─Ö wi─Öc i Tom rzek┼é:

ÔÇö M├│w ÔÇö i nasta┼éa chwila ciszy, bowiem Marta, Bogiem a prawd─ů, nie wiedzia┼éa wcale, co by tu powiedzie─ç; wkr├│tce jednak przypomnia┼éa sobie s┼éowa matki, rzek┼éa wi─Öc:

ÔÇö Je┼╝eli chcecie, ┼╝eby┼Ťmy zd─ů┼╝yli wyjecha─ç pojutrze, trzeba si─Ö o to postara─ç. Powinni┼Ťmy zgromadzi─ç nasze rzeczy, zachowa─ç si─Ö przyzwoicie, pomaga─ç starszym, a nie przeszkadza─ç.

ÔÇö No tak, to ju┼╝ na dzi┼Ť dosy─ç pisania ÔÇö zawyrokowa┼é Tom i w┼éo┼╝y┼é kajet do szuflady, gdzie w najwi─Ökszym porz─ůdku, jedne obok drugich le┼╝a┼éy o┼é├│wki, gumki, farby, papiery, sznureczki, buteleczki od perfum, zepsute lampki elektryczne i tysi─ůce potrzebnych rzeczy, kt├│re zapobiegliwy Tom gromadzi┼é, maj─ůc najg┼é─Öbsze przekonanie, ┼╝e wszystko przyda─ç si─Ö mo┼╝e w odpowiedniej chwili.

Wszystkie te osobiste drobiazgi postanowi┼é spakowa─ç w wielkie pud┼éo od klock├│w i w┼éa┼Ťnie zacz─ů┼é zabiera─ç si─Ö do tej czynno┼Ťci, gdy spotka┼éo go wielkie rozczarowanie. Panna Maria, powr├│ciwszy z kuchni, zdziwi┼éa si─Ö bardzo, i┼╝ przerwano lekcje, i kaza┼éa natychmiast do nich powr├│ci─ç.

ÔÇö Na pakowanie czas jeszcze b─Ödzie, przede wszystkim trzeba spe┼éni─ç swoje obowi─ůzki ÔÇö oznajmi┼éa.

Tak, i ten dzie┼ä wyj─ůtkowo trzeba by┼éo sp─Ödzi─ç jak ka┼╝dy inny, tote┼╝ dzieci poczu┼éy si─Ö pokrzywdzone. Olek sp├│┼║ni┼é si─Ö do szko┼éy, Nik dosta┼é tr├│jk─Ö za nieuwag─Ö, wszystko posz┼éo ┼║le i zdaje mi si─Ö, ┼╝e wieczorem nikt nie by┼é zadowolony ani z dnia, ani z siebie.

Rozdzia┼é II. Tom i bilet

Naprz├│d pojechali na stacj─Ö: Jan, Marysia, Brygida, Mokronowski i rzeczy, potem ojciec z Olkiem, Mart─ů i Nikiem doro┼╝k─ů, a na ko┼äcu powozem: matka, panna Maria, Tom, Ania i foks.

Na stacji by┼éo jak zwykle straszne zamieszanie. Z trudem si─Ö odnaleziono i umieszczono wygodnie; matka z dziewczynkami i pann─ů Mari─ů w jednym przedziale, ojciec z ch┼éopcami i foksem w drugim.

Ze dwadzie┼Ťcia razy przybieg┼é jeszcze Jan z przer├│┼╝nymi paczkami i pytaniami, z pi─Ö─ç razy przybieg┼éa Marysia; Brygida, ma si─Ö rozumie─ç, nie rusza┼éa si─Ö ju┼╝ wcale ze swego wagonu, w ┼Ťmiertelnej obawie, ┼╝e zostanie.

Par─Ö razy jacy┼Ť pa┼ästwo chcieli wsi─ů┼Ť─ç do tego samego przedzia┼éu, ale ojciec broni┼é go m─Ö┼╝nie i musieli p├│j┼Ť─ç dalej; nareszcie wszystko si─Ö uspokoi┼éo i poci─ůg ruszy┼é.

Prawie zaraz potem Nik z Tomem pobili si─Ö przy oknie, Nik bowiem usiad┼é na stoliku i zas┼éoni┼é sob─ů ca┼ée okno tak, ┼╝e nikt ju┼╝ wi─Öcej pr├│cz niego nie m├│g┼é wygl─ůda─ç; Tom naturalnie chcia┼é r├│wnie┼╝ odda─ç si─Ö tej najmilszej w kolei czynno┼Ťci, a ┼╝e Nik nie uwa┼╝a┼é na jego grzeczne pro┼Ťby, poci─ůgn─ů┼é go wi─Öc znienacka za nogi. Nik spad┼é, ale przewr├│ci┼é sob─ů Toma na ┼éawk─Ö, przy czym da┼é mu par─Ö porz─ůdnych szturcha┼äc├│w.

ÔÇö Wstyd┼║cie si─Ö,

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 17
Id┼║ do strony:

Darmowe ksi─ů┼╝ki ┬źSkarby - Zofia ┼╗urakowska (barwna biblioteka .TXT) ­čôľ┬╗ - biblioteka internetowa online dla Ciebie

Uwagi (0)

Nie ma jeszcze komentarzy. Mo┼╝esz by─ç pierwszy!
Dodaj komentarz