Darmowe ebooki » Tragedia » Antygona - Sofokles (biblioteka cyfrowa dla dzieci .TXT) 📖

Czytasz książkę online - «Antygona - Sofokles (biblioteka cyfrowa dla dzieci .TXT) 📖».   Wszystkie książki tego autora 👉 Sofokles



1 2 3 4 5 6
Idź do strony:
Sofokles Antygona

 

tłum. Kazimierz Morawski

Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie wolnelektury.pl.

Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska.

ISBN 978-83-288-3940-3

Antygona Strona tytułowa Spis treści Początek utworu Przypisy Wesprzyj Wolne Lektury Strona redakcyjna
Antygona
OSOBY DRAMATU: ANTYGONA, córka Edypa ISMENA, jej siostra1 CHÓR TEBANSKICH STARCÓW KREON, król Teb STRAŻNIK HAJMON, syn Kreona TYREZJASZ, wróżbita POSŁANIEC EURYDYKA, żona Kreona POSŁANIEC drugi
Rzecz dzieje się przed dworcem królewskim w Tebach. ANTYGONA
O ukochana siostro ma, Ismeno, 
Czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych 
Żadnej za życia los nam nie oszczędza? 
Bo nie ma cierpień i nie ma ohydy, 
Nie ma niesławy i hańby, które by 
Nas pośród nieszczęść pasma nie dotknęły. 
Cóż bo2 za rozkaz znów obwieścił miastu 
Ten, który teraz władzę w ręku dzierży? 
Czyś zasłyszała? Czy uszło twej wiedzy, 
Że znów wrogowie godzą w naszych miłych?  
  ISMENA
O Antygono, żadna wieść nie doszła 
Do mnie, ni słodka, ni goryczy pełna, 
Od dnia, gdy braci straciłyśmy obu, 
W bratnim zabitych razem pojedynku. 
Odkąd tej nocy odeszły Argiwów 
Hufce3, niczego więcej nie zaznałam 
Ni ku pociesze, ni ku większej trosce.  
  ANTYGONA
Lecz mnie wieść doszła, i dlatego z domu 
Cię wywołałam, by rzecz ci powierzyć.  
  ISMENA
Cóż to? Ty jakieś ciężkie ważysz słowa. 
  ANTYGONA
O tak! Czyż nie wiesz, że z poległych braci 
Kreon jednemu wręcz odmówił grobu? 
Że Eteokla, jak czynić przystoi, 
Pogrzebał w ziemi wśród umarłych rzeszy, 
A zaś obwieścił, aby Polinika 
Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały, 
By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył; 
Mają wiec leżeć bez łez i bez grobu, 
Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę. 
Słychać, że Kreon czcigodny dla ciebie, 
Co mówię, dla mnie też wydał ten ukaz 
I że tu przyjdzie, by tym go ogłosić, 
Co go nie znają, nie na wiatr zaiste 
Rzecz tę stanowiąc, lecz grożąc zarazem 
Kamienowaniem ukazu przestępcom. 
Tak się ma sprawa, teraz wraz ukażesz, 
Czyś godną rodu, czy wyrodną córą.  
  ISMENA
Gdy taka dola, to cóż, o nieszczęsna, 
Prując czy snując bym mogła tu przydać?  
  ANTYGONA
Patrz, byś wspomogła i poparła siostrę. 
  ISMENA
W jakimże dziele? Dokąd myśl twa mierzy? 
  ANTYGONA
Ze mną masz zwłoki opatrzyć braterskie. 
  ISMENA
Więc ty zamierzasz grzebać wbrew ukazom? 
  ANTYGONA
Tak! brata mego, a dodam... i twego; 
Bo wiarołomstwem nie myślę się kalać.  
  ISMENA
Niczym dla ciebie więc zakaz Kreona? 
  ANTYGONA
Niczym, on nie ma nad moimi prawa. 
  ISMENA
Biada! o rozważ, siostro, jak nam ojciec 
Zginął wśród sromu i pośród niesławy, 
Kiedy się jemu błędy ujawniły, 
A on się targnął na własne swe oczy; 
Żona i matka4 — dwuznaczne to miano — 
Splecionym węzłem swe życie ukróca; 
Wreszcie i bracia przy jednym dnia słońcu 
Godzą na siebie i morderczą ręką 
Jeden drugiemu śmierć srogą zadaje. 
Zważ więc, że teraz i my pozostałe 
Zginiemy marnie, jeżeli wbrew prawu 
Złamiemy wolę i rozkaz tyrana. 
Baczyć to trzeba, że my przecie słabe, 
Do walk z mężczyzną niezdolne niewiasty; 
Że nam ulegać silniejszym należy, 
Tych słuchać, nawet i sroższych rozkazów; 
Ja więc, błagając o wyrozumienie 
Zmarłych, że muszę tak ulec przemocy, 
Posłuszna będę władcom tego świata, 
Bo próżny opór urąga rozwadze.  
  ANTYGONA
Ja ci nie każę niczego, ni, choćbyś 
Pomóc mi chciała, wdzięczne by mi było, 
Lecz stój przy twojej myśli, a ja tego 
Pogrzebię sama, potem zginę z chlubą. 
Niechaj się zbratam z mym kochanym w śmierci 
Po świętej zbrodni; a dłużej mi zmarłym 
Miłą być trzeba, niż ziemi mieszkańcom, 
Bo tam zostanę na wieki; tymczasem 
Ty tu znieważaj święte prawa bogów.  
  ISMENA
Ja nie znieważam ich, nie będąc w mocy 
Działać na przekór stanowieniom władców.  
  ANTYGONA
Rób po twej myśli; ja zaś wnet podążę, 
By kochanemu bratu grób usypać.  
  ISMENA
O ty nieszczęsna! serce drży o ciebie. 
  ANTYGONA
Nie troszcz się o mnie; nad twoim radź losem. 
  ISMENA
Ale nie zdradzaj twej myśli nikomu, 
Kryj twe zamiary, ja też je zataję.  
  ANTYGONA
O nie! mów głośno, bo ciężkie ty kaźnie 
Ściągnąć byś mogła milczeniem na siebie.  
  ISMENA
Z żarów twej duszy mroźne mieciesz słowa. 
  ANTYGONA
Lecz miła jestem tym, o których stoję. 
  ISMENA
Jeśli podołasz w trudnych mar pościgu. 
  ANTYGONA
Jak nie podołam, to zaniecham dzieła. 
  ISMENA
Nie trza się z góry porywać na mary. 
  ANTYGONA
Kiedy tak mówisz, wstręt budzisz w mym sercu 
I słusznie zmierzisz się także zmarłemu; 
Pozwól, bym ja wraz z moim zaślepieniem 
Spojrzała w oczy grozie; bo ta groza 
Chlubnej mi śmierci przenigdy nie wydrze.  
  ISMENA
Jeśli tak mniemasz, idź, lecz wiedz zarazem, 
Żeś nierozważna, choć miłym tyś miła.  
  CHÓR
O słońca grocie, coś jasno znów Tebom5 
Błysnął po trudach i znoju, 
Złote dnia oko, przyświecasz ty niebom 
I w Dirki6 nurzasz się zdroju. 
Witaj! Tyś sprawił, że wrogów mych krocie 
W dzikim pierzchnęły odwrocie. 
 
Bo Polinika gniewny spór 
Krwawy zażegł w ziemi bój, 
Z chrzęstem zapadł, z szumem piór 
Śnieżnych orłów lotny rój, 
I zbroice liczne błysły, 
I z szyszaków pióra trysły. 
 
I wróg już wieńcem dzid groźnych otoczył 
Siedmiu bram miasta gardziele, 
Lecz pierzchł, nim w mojej krwi strugach się zbroczył, 
Zanim Hefajstos7 ognisty w popiele 
Pogrążył mury, bo z tyłu nawałem 
Runął na smoka8 Ares z wojny szałem. 
 
Bo Zeus nie cierpi dumnych głów, 
A widząc ich wyniosły lot 
I złota chrzęst, i pychę słów, 
Wypuścił swój piorunny grot9 
I w zwycięstwa samym progu 
Skarcił butę w dumnym wrogu. 
 
A ugodzony wznak na ziemię runie 
Ten, który w namiętnym gniewie 
Miasto pogrzebać chciał w ognia całunie 
I jak wicher dął w zarzewie. 
Legł on od Zeusa gromu powalony, 
Innym znów Ares inne znaczy zgony.  
 
Bo siedmiu — siedmiu strzegło wrót, 
Na męża mąż wymierzył dłoń, 
Dziś w stosach lśni za zwycięstw trud 
Ku Zeusa czci pobitych broń. 
Ale przy jednej miasta bramie 
Nie błyszczy żaden chwały łup, 
Gdzie brat na brata podniósł ramię, 
Tam obok trupa poległ trup. 
 
Więc teraz Nike10, czci syta i sławy, 
Zwraca ku Tebom radosne swe oczy, 
Po twardym znoju i po walce krwawej 
Rzezi wspomnienie niech serca nie mroczy; 
Idźmy do świątyń, a niechaj na przedzie 
Teb skoczny Bakchus11 korowody wiedzie. 
 
Lecz otóż widzę, jak do nas tu zdąża 
Kreon, co ziemią tą włada, 
Nowy bóstw wyrok go w myślach pogrąża, 
Ważne on plany waży i układa. 
Widno, że zbadać chciałby nasze zdanie, 
Skoro tu starców wezwał na zebranie. 
  KREON
O Tebańczycy, nareszcie bogowie 
Z burzy i wstrząśnień wyrwali to miasto; 
A jam was zwołał tutaj przed innymi, 
Boście wy byli podporami tronu 
Za Laiosa i Edypa rządów, 
I po Edypa zgonie młodzieniaszkom 
Pewną swą radą służyliście chętnie. 
Kiedy zaś oni za losu wyrokiem 
Polegli obaj w bratobójczej walce, 
Krwią pokajawszy braterskie prawice, 
Wtedy ja władzę i tron ten objąłem, 
Który mi z prawa po zmarłych przypada. 
Trudno jest duszę przeniknąć człowieka, 
Jego zamysły i pragnienia, zanim 
On ich na szerszym nie odsłoni polu. 
Ja tedy władcę, co by, rządząc miastem, 
Wnet się najlepszych nie imał zamysłów 
I śmiało woli swej nie śmiał ujawnić, 
Za najgorszego uważałbym pana. 
A gdyby wyżej nad dobro publiczne 
Kładł zysk przyjaciół, za nic bym go ważył. 
I nie milczałbym, klnę się na Jowisza 
Wszechwidzącego, gdybym spostrzegł zgubę 
Zamiast zbawienia kroczącą ku miastu. 
Nigdy też wroga nie chciałbym ojczyzny 
Mieć przyjacielem, o tym przeświadczony, 
Że nasze szczęście w szczęściu miasta leży, 
I jego dobro przyjaciół ma raić. 
Przez te zasady podnoszę to miasto 
I tym zasadom wierny obwieściłem 
Ukaz ostatni na Edypa synów. 
Aby dzielnego w walce Eteokla. 
Który w obronie poległ tego miasta, 
W grobie pochować i uczcić ofiarą, 
Która w kraj zmarłych za zacnymi idzie; 
Brata zaś jego, Polinika mniemam, 
Który to bogów i ziemię ojczystą 
Naszedł z wygnania i ognia pożogą 
Zamierzał zniszczyć, i swoich rodaków 
Krwią się napoić, a w pęta wziąć drugich, 
Wydałem rozkaz, by chować ni płakać 
Nikt się nie ważył, lecz zostawił ciało 
Przez psy i ptaki w polu poszarpane. 
Taka ma wola, a nie ścierpię nigdy, 
By źli w nagrodzie wyprzedzili prawych. 
Kto za to miastu temu dobrze życzy, 
W zgonie i w życiu dozna mej opieki.  
  CHÓR
Tak więc, Kreonie, raczysz rozporządzać 
Ty co do wrogów i przyjaciół grodu, 
A wszelka władza zaprawdę ci służy, 
I nad zmarłymi, i nami, co żyjem.  
  KREON
A więc czuwajcie nad mymi rozkazy. 
  CHÓR
Poleć młodszemu straż nad tym i pieczę. 
  KREON
Przecież tam stoją straże w pogotowiu. 
  CHÓR
Czegóż byś tedy od nas jeszcze żądał? 
  KREON
Byście niesfornym stanęli oporem. 
  CHÓR
Głupi ten, kto by na śmierć się narażał. 
  KREON
Tak, śmierć go czeka! Lecz wielu do zguby 
Popchnęła żądza i zysku rachuby.  
  STRAŻNIK
O najjaśniejszy, nie powiem, że w biegu 
Spiesząc ja tutaj tak się zadyszałem, 
Bom ja raz po raz przystawał po drodze 
I chciałem na zad zawrócić z powrotem, 
A dusza tak mi mówiła co chwila: 
Czemuż to, głupi, ty karku nadstawiasz? 
Czemuż tak lecisz? przecież może inny 
Donieść to księciu; na cóż ty masz skomleć? 
Tak sobie myśląc, spieszyłem powolnie, 
A krótka droga wraz mi się wzdłużała. 
Na koniec myślę: niech będzie, co będzie, 
I staję, książę, przed tobą i powiem, 
Choć tak po prawdzie sam nie wiem zbyt wiele. 
A zresztą tuszę, że nic
1 2 3 4 5 6
Idź do strony:

Darmowe książki «Antygona - Sofokles (biblioteka cyfrowa dla dzieci .TXT) 📖» - biblioteka internetowa online dla Ciebie

Uwagi (0)

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz