Darmowe ebooki ┬╗ Powie┼Ť─ç ┬╗ ┼╗ydzi dnia powszedniego - Jehoszua Perle (biblioteka w .TXT) ­čôľ

Czytasz ksi─ů┼╝k─Ö online - ┬ź┼╗ydzi dnia powszedniego - Jehoszua Perle (biblioteka w .TXT) ­čôľ┬╗.   Wszystkie ksi─ů┼╝ki tego autora ­čĹë Jehoszua Perle



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 46
Id┼║ do strony:
Jehoszua Perle ┼╗ydzi dnia powszedniego

 

tłum. Michał Friedman

Ta lektura, podobnie jak tysi─ůce innych, jest dost─Öpna on-line na stronie wolnelektury.pl.

Utw├│r opracowany zosta┼é w ramach projektu Wolne Lektury przez fundacj─Ö Nowoczesna Polska.

ISBN 978-83-288-3679-2

┼╗ydzi dnia powszedniego Strona tytu┼éowa Spis tre┼Ťci Pocz─ůtek utworu Rozdzia┼é I Rozdzia┼é II Rozdzia┼é III Rozdzia┼é IV Rozdzia┼é V Rozdzia┼é VI Rozdzia┼é VII Rozdzia┼é VIII Rozdzia┼é IX Rozdzia┼é X Rozdzia┼é XI Rozdzia┼é XII Rozdzia┼é XIII Rozdzia┼é XIV Rozdzia┼é XV Rozdzia┼é XVI Rozdzia┼é XVII Rozdzia┼é XVIII Rozdzia┼é XIX Rozdzia┼é XX Rozdzia┼é XXI Rozdzia┼é XXII Rozdzia┼é XXIII Rozdzia┼é XXIV Rozdzia┼é XXV Rozdzia┼é XXVI Rozdzia┼é XXVII Rozdzia┼é XXVIII Rozdzia┼é XXIX Rozdzia┼é XXX Rozdzia┼é XXXI Rozdzia┼é XXXII Rozdzia┼é XXXIII Przypisy Wesprzyj Wolne Lektury Strona redakcyjna
┼╗ydzi dnia powszedniego
Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymuj─ů dost─Öp do prapremier wcze┼Ťniej ni┼╝ inni. Zadeklaruj sta┼é─ů wp┼éat─Ö i do┼é─ůcz do Towarzystwa Przyjaci├│┼é Wolnych Lektur: wolnelektury.pl/towarzystwo/
Rozdział I

P┼éacz kot├│w za oknem wyrwa┼é mnie ze snu. Le┼╝a┼éem zwr├│cony twarz─ů do plec├│w ojca i wdycha┼éem kwa┼Ťny zapach jego ci─Ö┼╝kiego, ow┼éosionego cia┼éa. Ojciec g┼éo┼Ťno chrapa┼é. Chwilami zach┼éystywa┼é si─Ö, bo w gardle zaczyna┼éo mu co┼Ť bulgota─ç. Widocznie wi─Ökszy kawa┼éek flegmy dawa┼é o sobie zna─ç. Unios┼éem powoli g┼éow─Ö ponad ko┼Ťciste rami─Ö ojca i spr├│bowa┼éem rozejrze─ç si─Ö po pokoju. Na komodzie, ciemniej─ůcej mi─Ödzy ┼é├│┼╝kami rodzic├│w, sta┼éa ma┼éa lampa naftowa, kt├│ra rzuca┼éa s┼éabe zakopcone ┼Ťwiat┼éo. Szkie┼éko lampy wykre┼Ťli┼éo na nisko osadzonej belce pod sufitem ma┼ée ┼Ťwietlne k├│┼éko, kt├│re, drgaj─ůc, rozcina┼éo obszary ciemno┼Ťci izby.

Oba miedziane ci─Ö┼╝arki ciemnego wisz─ůcego zegara widocznie zatrzyma┼éy si─Ö podczas nocy. Jeden zatrzyma┼é si─Ö nad blatem komody, drugi w po┼éowie drogi, wygl─ůda┼é teraz jak noga, kt├│ra zosta┼éa odpi┼éowana.

Rozleg┼éo si─Ö pianie koguta. Wdar┼éo si─Ö g┼é─Öboko w p┼éacz kot├│w. Na dworze, wida─ç, zaczyna┼éo ja┼Ťnie─ç.

Zauwa┼╝y┼éem, ┼╝e ┼é├│┼╝ko, na kt├│rym matka mia┼éa jeszcze spa─ç, jest puste. Nawet za┼Ťcielone. Na jego ┼Ťrodku widnia┼éa czarna plama ubrania. Chyba jaka┼Ť jej suknia napr─Ödce rzucona.

Wywnioskowa┼éem, ┼╝e matka nie zd─ů┼╝y┼éa jeszcze wr├│ci─ç z wizyty w szpitalu. Wieczorem poprzedniego dnia wybiera┼éa si─Ö do szpitala. Poda┼éa ojcu kolacj─Ö. Ten, zm─Öczony siedzia┼é przy stole i po cichu pod nosem odm├│wi┼é b┼éogos┼éawie┼ästwo, a ja dopiero co, w nie najlepszym nastroju, wr├│ci┼éem z chederu1. Matka szybko postawi┼éa przede mn─ů kolacj─Ö i okutawszy si─Ö w szar─ů grub─ů, we┼énian─ů chust─Ö, w te p─Ödy pobieg┼éa do szpitala, do swego najm┼éodszego syna z pierwszego ma┼é┼╝e┼ästwa.

Syn jej by┼é ze wszech miar udanym m┼éodzie┼äcem. Nazywa┼é si─Ö Mojsze. Ojcowie, maj─ůcy c├│rki na wydaniu, badawczym wzrokiem przygl─ůdali mu si─Ö i raz po raz podsy┼éali swat├│w. Mojsze by┼é przystojnym ch┼éopcem. Pe┼éna, okr─ůg┼éa niczym ksi─Ö┼╝yc twarz, ozdobiona by┼éa do┼éeczkami pe┼énymi czaru. Policzki j─Ödrne, g┼éadkie, pi─Ökne. By┼éy nieraz z mi┼éo┼Ťci─ů szczypane. Znany by┼é z pi─Öknego, kaligraficznego charakteru pisma. Mia┼é ju┼╝ osiemna┼Ťcie lat i posad─Ö subiekta w sklepie papierniczym Izraela Ajnbindera. Przez ca┼éy dzie┼ä rozwija┼é przed klientami d┼éugie pasy papieru zamalowanego ptakami i kwiatami.

Nasz niski d┼éugi pok├│j z oknem o czterech szybach, Mojsze zamierza┼é wytapetowa─ç pasami papieru, na kt├│rych on sam namalowa┼é ptaki i kwiaty.

Ale Mojsze lubi┼é chodzi─ç na spacery z dziewcz─Ötami. Zwykle wk┼éada┼é wtedy na siebie wiatrem podszyty p┼éaszczyk. Wraca┼é z tych spacer├│w p├│┼║no. Nawet bardzo p├│┼║no w nocy.

J├│zia, c├│rka bednarza, mieszka┼éa u nas w kuchni. Za to pomaga┼éa matce w gospodarstwie domowym. To ona otwiera┼éa mu w nocy drzwi.

Ale kto m├│g┼é wiedzie─ç? Komu mog┼éo to wpa┼Ť─ç do g┼éowy?

Pewnego dnia Mojsze nie m├│g┼é si─Ö podnie┼Ť─ç z ┼é├│┼╝ka. Cicho wzdychaj─ůc o┼Ťwiadczy┼é, ┼╝e co┼Ť k┼éuje go w boku.

W naszym niskim, d┼éugim pokoju zacz─Öli si─Ö zjawia─ç obcy ludzie w okularach. J├│zia, c├│rka bednarza, dzie┼ä po dniu musia┼éa my─ç pod┼éog─Ö. Obcym ludziom zdejmowa─ç i nak┼éada─ç p┼éaszcze.

Ci obcy ludzie kazali choremu Mojsze g┼é─Öboko oddycha─ç. Opukiwali go wci─ů┼╝ po ┼╝ebrach, po czym zostawiali po sobie jakie┼Ť zapisane karteczki, z kt├│rymi biega┼éo si─Ö do apteki i przynosi┼éo do domu buteleczki z p┼éynem o dziwnych kolorach.

Szyby w oknie wyhaftowane by┼éy bia┼éymi szpilkowymi drzewami. Czasami z tych szpilkowych drzew wy┼éania┼é si─Ö zarys niby okr─Ötu na morzu, a czasami jaki┼Ť stary ┼╗ydek ze szpiczast─ů br├│dk─ů i z ko┼épakiem na g┼éowie.

Mojsze wpatrywa┼é si─Ö w szyby oczami pe┼énymi ┼éez. Twarz mu si─Ö ┼Ťci─ůgn─Ö┼éa, pozielenia┼éa, a wok├│┼é oczu pojawi┼éy si─Ö br─ůzowe bruzdy.

W pokoju osiad┼é na sta┼ée g─Östy s┼éodkawo-kwa┼Ťny zapach lekarstw i potu chorego. Matka zapomnia┼éa uczesa─ç swoj─ů peruk─Ö. W czasie, kiedy Mojsze wpatrywa┼é si─Ö w zamarzni─Öte szyby, twarz matki wyd┼éu┼╝y┼éa si─Ö; sta┼éa si─Ö niemal szpiczasta. Na jej r─Ökach wyra┼║nie zaznaczy┼éy si─Ö ┼╝y┼éy. J├│zia z rozwichrzon─ů czarn─ů czupryn─ů, na bosaka, drepta┼éa po pod┼éodze i raz po raz kl─Öka┼éa przed swoim ┼╝elaznym ┼é├│┼╝kiem w kuchni, ┼╝eby si─Ö pomodli─ç.

Ojciec, wr├│ciwszy w nocy, obrzuci┼é zaspanym wzrokiem obecnych i zapyta┼é, pod nosem:

ÔÇö No, jak si─Ö ma Mojsze?

Ale Mojsze ju┼╝ w domu nie by┼éo. Trzeba go by┼éo zawie┼║─ç do szpitala.

Ojciec odm├│wi┼é modlitw─Ö Mincha2 w zasnutym cieniem k─ůcie. Na czterech zamarzni─Ötych szybkach osiad┼é jaki┼Ť daleki b┼é─Ökit, kt├│ry przywodzi┼é na my┼Ťl zatopione okr─Öty.

Chorego opasano poduszk─ů, opatulono matczyn─ů we┼énian─ů

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 46
Id┼║ do strony:

Darmowe ksi─ů┼╝ki ┬ź┼╗ydzi dnia powszedniego - Jehoszua Perle (biblioteka w .TXT) ­čôľ┬╗ - biblioteka internetowa online dla Ciebie

Uwagi (0)

Nie ma jeszcze komentarzy. Mo┼╝esz by─ç pierwszy!
Dodaj komentarz