Darmowe ebookiPowie艣膰 禄 Rodzina Bernheim贸w - J贸zef Roth (gdzie mozna czytac ksiazki online txt) 馃摉

Czytasz ksi膮偶k臋 online - 芦Rodzina Bernheim贸w - J贸zef Roth (gdzie mozna czytac ksiazki online txt) 馃摉禄.   Wszystkie ksi膮偶ki tego autora 馃憠 J贸zef Roth



1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 23
Id藕 do strony:
J贸zef Roth Rodzina Bernheim贸w

 

t艂um. Izydor Berman

Ta lektura, podobnie jak tysi膮ce innych, jest dost臋pna on-line na stronie wolnelektury.pl.

Utw贸r opracowany zosta艂 w ramach projektu Wolne Lektury przez fundacj臋 Nowoczesna Polska.

ISBN 978-83-288-3816-1

Rodzina Bernheim贸w Strona tytu艂owa Spis tre艣ci Pocz膮tek utworu Cz臋艣膰 pierwsza I II III IV V VI VII VIII Cz臋艣膰 druga IX X XI XII XIII XIV XV XVI Cz臋艣膰 trzecia XVII XVIII XIX XX Przypisy Wesprzyj Wolne Lektury Strona redakcyjna
Rodzina Bernheim贸w1
Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymuj膮 dost臋p do prapremier wcze艣niej ni偶 inni. Zadeklaruj sta艂膮 wp艂at臋 i do艂膮cz do Towarzystwa Przyjaci贸艂 Wolnych Lektur: wolnelektury.pl/towarzystwo/
Cz臋艣膰 pierwsza
I

Przypominam sobie jeszcze czasy, kiedy to Pawe艂2 Bernheim zapowiada艂 si臋 na geniusza.

By艂 wnukiem handlarza koni, kt贸ry zaoszcz臋dzi艂 sobie ma艂y maj膮tek, i synem bankiera, kt贸ry ju偶 nie umia艂 oszcz臋dza膰, lecz kt贸remu sprzyja艂o szcz臋艣cie. Ojciec Paw艂a, pan Feliks Bernheim, szed艂 przez 偶ycie z beztroskim i pysza艂kowatym obliczem i mia艂 wielu wrog贸w, chocia偶 normalny stopie艅 g艂upoty powinien by艂 zapewni膰 mu szacunek wsp贸艂obywateli. Jego niezwyk艂e szcz臋艣cie pobudza艂o ich zazdro艣膰. Jak gdyby uwzi膮wszy si臋, by ich do ostatniej doprowadzi膰 rozpaczy, los obdarzy艂 go pewnego dnia g艂贸wn膮 wygran膮.

Ludzie g艂贸wn膮 wygran膮 przewa偶nie zachowuj膮 w tajemnicy, jak plam臋 na honorze rodziny. Pan Bernheim jednakowo偶 podwoi艂 swoje ostentacyjne lekcewa偶enie dla otoczenia; zredukowa艂 i tak ju偶 sk膮p膮 liczb臋 uk艂on贸w, kt贸r膮 zwyk艂 by艂 codziennie rozdawa膰 i zacz膮艂 ludziom, kt贸rzy mu si臋 k艂aniali, odpowiada膰 z obra藕liwym i oboj臋tnym roztargnieniem, jak gdyby w obawie, 偶e jego szcz臋艣cie nie zostanie przyj臋te do wiadomo艣ci z dostateczn膮 z艂o艣liwo艣ci膮. I nie do艣膰 na tym. On, kt贸ry dot膮d wyzywa艂 jedynie ludzi, j膮艂 wyzywa膰 przyrod臋. Mieszka艂 w obszernym domu ojca, niedaleko miasta, przy wielkim go艣ci艅cu prowadz膮cym do jod艂owego lasu. Po艣rodku starego ogrodu sta艂 dom, pomi臋dzy drzewami owocowymi, d臋bami i lipami. By艂 na 偶贸艂to pomalowany, mia艂 czerwony, stromy dach i otoczony by艂 szarym murem wysoko艣ci cz艂owieka. Drzewa stoj膮ce na skraju ogrodu stercza艂y ponad murem i sklepieniem koron si臋ga艂y do 艣rodka go艣ci艅ca. Od dawnych czas贸w opiera艂y si臋 o mur dwie szerokie, zielone 艂awki. Znu偶eni mogli tam spocz膮膰. Jask贸艂ki gnie藕dzi艂y si臋 w domu, w letnie wieczory w listowiu drzew rozbrzmiewa艂 艣wiegot 鈥 a d艂ugi mur, drzewa i 艂awki by艂y dobrym i ch艂odnym pocieszeniem, w艣r贸d gor膮cego kurzu letniej drogi. A w艣r贸d gorzkich dni zimowych obiecywa艂y przynajmniej s膮siedztwo ludzi.

Pewnego dnia, w lecie, 艂awki znik艂y. Wzd艂u偶 i powy偶ej muru wznosi艂o si臋 nagie, drewniane rusztowanie. Stare drzewa w ogrodzie zosta艂y 艣ci臋te. Mo偶na by艂o s艂ysze膰 trzask i 艂omot i ostatni poszum koron, kt贸re po raz pierwszy dotyka艂y ziemi. Mur upad艂. Przez dziury i szczeliny drewnianego rusztowania widzieli ludzie ogo艂ocony z drzew ogr贸d Bernheim贸w, 偶贸艂ty dom oddany na pastw臋 gnu艣nego opustoszenia, i niech臋膰 ich ogarnia艂a, jak gdyby to by艂 ich dom i ich drzewa, i ich mur.

W par臋 miesi臋cy p贸藕niej sta艂 na miejscu 偶贸艂tego domu ze szpiczastym dachem, nowy, bia艂y, l艣ni膮cy, z kamiennym balkonem opartym na wapiennych barkach Atlasa, z p艂askim dachem, maj膮cym przypomina膰 Po艂udnie, z modn膮 sztukateri膮 mi臋dzy oknami, z g艂贸wkami anio艂贸w i maszkarami czart贸w pod dachem na przemian, oraz z pompatyczn膮 wprost ramp膮, kt贸ra by艂aby godnym zajazdem dla s膮du apelacyjnego, parlamentu lub wy偶szej uczelni. Zamiast kamiennego muru stan臋艂a g臋sta siatka z szarego drutu z ostrymi kolcami, przeciw niebu, ptakom i z艂odziejom. W ogrodzie mo偶na by艂o zobaczy膰 okr膮g艂e grz膮dki lub grz膮dki w formie serca, sztuczne trawniki z g臋st膮, kr贸tk膮 i prawie 偶e niebiesk膮 traw膮, w膮t艂e krzaczki r贸偶y podparte deszczu艂kami. Na 艣rodku ka偶dej grz膮dki sta艂 karze艂 z pomalowanej glinki. Kar艂y mia艂y czerwone kapuzy, u艣miechni臋te twarze, bia艂e brody, a w drobnych r膮czkach trzyma艂y 艂opaty, rydle, m艂oty i polewaczki. Ca艂y ba艣niowy ludek z fabryki Grutzer i S-ka. Kunsztownie splecione 艣cie偶ki wi艂y si臋 jak w臋偶e pomi臋dzy grz膮dkami, kt贸re by艂y us艂ane 偶wirem, skrzypi膮cym ju偶 przy ogl膮daniu. Jak daleko okiem si臋gn膮膰 nie by艂o 艂awki. I chocia偶 przecie偶 sta艂o si臋 na dworze, odczuwa艂o si臋 w nogach zm臋czenie na widok tej niespokojnej wspania艂o艣ci; jakby po kilkugodzinnej przechadzce po niej. Kar艂y u艣miecha艂y si臋 nadaremnie. Cienkie krzaczki r贸偶y dr偶a艂y, bratki wygl膮da艂y jak malowana porcelana. Nawet gdy d艂ugi w膮偶 ogrodnika rozpyla艂 kryszta艂ow膮 wod臋, nie odczuwa艂o si臋 ch艂odu, a raczej przypomina艂 si臋 delikatny, odurzaj膮cy p艂yn, kt贸rym bileter kinowy skrapia odkryte g艂owy widz贸w. Nad balkonem poleci艂 pan Bernheim umie艣ci膰 s艂owa: Sans souci3. By艂y to z艂ote, z臋bate, trudno czytelne litery.

Cz臋sto mo偶na by艂o widzie膰 pana Bernheima spaceruj膮cego pomi臋dzy grz膮dkami i gwa艂c膮cego wsp贸lnie z ogrodnikiem przyrod臋. S艂ysza艂o si臋 w贸wczas sycz膮cy trzask no偶yc i suche trzeszczenie ma艂ych 偶ywop艂ot贸w, kt贸re 艣wie偶o co zasadzone, ledwie zacz臋艂y rosn膮膰, a ju偶 musia艂y zapozna膰 si臋 ze swoim regulaminem s艂u偶bowym. Okna domu nigdy nie by艂y otwarte. Story4 przewa偶nie by艂y zapuszczone. Zdarza艂y si臋 wieczory, kiedy poprzez 偶贸艂te, g臋ste firanki mo偶na by艂o widzie膰 przechadzaj膮ce si臋 lub siedz膮ce cienie os贸b, kontury i 艣wietlne w臋z艂y paj膮ka5. Wtedy domy艣lano si臋, 偶e w domu pana Bernheima odbywa si臋 uczta.

Przebieg uczt miewa艂 u pa艅stwa Bemheim贸w jak膮艣 ch艂odn膮 godno艣膰. Wino, kt贸re w ich domu podawano, nie wywo艂ywa艂o odpowiedniego efektu, mimo 偶e by艂o znakomitego pochodzenia. Go艣膰 pi艂 wino i stawa艂 si臋 trze藕wy. Pan Bernheim zaprasza艂 z zami艂owaniem kilku w艂a艣cicieli d贸br z s膮siedztwa, kilku wojskowych, zawsze

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 23
Id藕 do strony:

Darmowe ksi膮偶ki 芦Rodzina Bernheim贸w - J贸zef Roth (gdzie mozna czytac ksiazki online txt) 馃摉禄 - biblioteka internetowa online dla Ciebie

Uwagi (0)

Nie ma jeszcze komentarzy. Mo偶esz by膰 pierwszy!
Dodaj komentarz